Hosting

Zostaniecie tutaj! Cień udanej przychylności znikł z jego twarzy. Skinął na towarzyszących mu wojowników, którzy wypróżnili kieszenie jeńców, po czym związali ich ponownie. — Wspaniale! — mruknął Davy, widząc, że w kieszeni zostało mu jedynie płótno. — Winniśmy wdzięczność tym sępom skalnym, że nie pozbawiają nas odzieży. — Panie Jemmy — szepnął Hobble-Frank — ta historia wcale mi się nie podoba.

Na próżno Davy perswadował, że hosting jest to konieczne. Jednak zamiast strzec wejścia do wąwozu, skąd jedynie mogło im coś grozić, Murzyn stanął na jego drugim końcu. Tu nie zauważył nic podejrzanego, więc wrócił do ogniska w chwili, gdy Old Shatterhand stanął za drzewem. — Bobie — rzekł Davy — zostań tutaj. Na co przyda się twoje bieganie? Na pewno w pobliżu nie ma Indian. — Skąd pan Davy móc wiedzieć? — odpowiedział Bob.

Bojąc się jednak, żeby się to wreszcie nie wydało, podziękował panu za gospodarstwo, pod pozorem, że mu nie może poradzić, mając żonę głupią, i wyniósł się w dalekie strony, a kupiwszy sobie tam piękny kawał ziemi, wziął babę bardziej na wodze i żył z nią potem szczęśliwie. Chłop jeden, Maciek, targował na jarmarku konia. Dobił targu, ale brakowało mu grosza do ugodzonej sumy, a sprzedający opuścić tego grosza nie chciał. Autorka lektury spokojnie stwierdza blaszane karteczki.